6 marca 2015

ULUBIONE SZMINKI na dzień



Miło jest mi Was powitać po bardzo długiej przerwie. Odkryłam ostatnio dwie bardzo fajne szminki, które dzięki swoim kolorom sprawdzą się na dzień jak i na wieczór do mocno zaznaczonego oka. Mam nadzieję, że post przypadnie nam do gustu i chociaż przy następnej wizycie w drogerii pomacacie i zobaczycie czy takie kolorki skradną wasze serce w takim stopniu jak moje!
Zaczynamy!


Zaczniemy od szminki z Essence, którą polubią właścicielki mocno wypielęgnowanych i nawilżonych ust. Dlaczego? Ma tendencję do podkreślania suchych skórek i zbierania się w załamaniach ust. Ale gdy odrzucimy jej drobne minusy i skupimy się na najważniejszym, czyli kolorze to zachwyt nad nią jest usprawiedliwiony. Utrzymuje się na ustach 2-4 h, jednak przez to, że jest satynowa nie jest tak komfortowa w noszeniu jak jej następna koleżanka. 


W przypadku Wibo formuła odpowiada mi w 100%. Sunie po ustach jak marzenie, nie podkreśla suchych skórek i zostawia błyszczykowe wykończenie. Na ustach wytrzymuje 2-3 godziny. Jej kolor jest żywszy niż Love Me, dlatego nie każdej z Was będzie się podobał na ustach, jednocześnie ożywia buzię i zwykły makijaż nabiera blasku i wyglądamy na wypoczęte nawet jeśli to sprawa korektora w dużych ilościach ;).


Od góry Essence na dole Wibo. Jak widać Essence ma satynowe wykończenie i odrobinę lepszą pigmentację, Wibo błyszczy i po dwóch warstwach kolor jest na tyle intensywny co Essence przy jednej. Essence to brudny zgaszony róż, bardzo uniwersalny i powinien pasować każdej z nas, zaś Wibo to jasny i żywy kolor. Na ustach różnica jest nie wielka, prawie niewidoczna.


Wierzę, że większa część z Was dotrwała do końca i chociaż dopisałyście Essence i Wibo do swojej listy 'do zobaczenia w drogerii'. Chciałam pokazać Wam te produkty, ponieważ ich cena nie jest wysoka, dobrze się sprawdzają i można je dostać stacjonarnie i online. 



28 sierpnia 2014

Joko na licu


Cześć!

Jeszcze podczas wakacji w Bieszczadach wzbogaciłam się o nowy róż! Tak wiem, ile ja tego mam itp. Koniec końców nie mam pośród róży takiego, który byłyby moim ulubionym, od kilku miesięcy czaję się na róże inglota, po ich pomacaniu totalnie zaskoczyła mnie ich formuła i pudrowość..Ale nie o tym dzisiaj! Róż z Joko kupiłam za niecałe 16 złotych w małym, słabo zaopatrzonym nota bene sklepie 'Groszek'. 


Po opakowaniu wydaje się jakbym używała go co najmniej pół roku, szybko się dorobiło się rys, a dodatkowo ma tendencję do łapania wszystkiego co się wokół niego w powietrzu znajduje. Dodam, że jak było nowiusieńkie to pięknie lśniło i oczy same nie chciały się oderwać :D.


Od minusów do plusów! Za co go tak polubiłam? Kolor. J1. Morelka i łosoś w jednym. Współgra z opaloną buzią (dlatego go właściwie kupiłam ale ciii...), na buzi utrzymuje się cały dzień. W stu procentach matowy, mocno zmielony i z łatwością łapie się na włosie pędzla. Trzeba być bardzo uważnym przy aplikacji, bo jest mocno napigmentowany, ciężko z nim przesadzić ale kiedy już się to stanie to może się okazać, że aby go rozetrzeć będzie trzeba się porządnie namachać.


Tak na prawdę to dopiero zdjęcia na licu ukazują prawdziwy kolor, same oceńcie czy jest wart uwagi. Według mnie tak, lubię go za to jak wygląda na twarzy i dopełnia makijaż.

Do następnego!

Marta.

19 sierpnia 2014

Inglotowe nowości



Hej, cześć i czołem!

Ostatnio dorwałam dwa, piękne cienie z Inglota. Odeszłam z wysepki trochę niezadowolona, spisałam sobie dokładnie numerki cieni, podeszłam i okazało się, że ani nie ma kasetki na 10 wkładów, ani połowy cieni, które chciałam. Dodatkowo Pani powiedziała, że cienie z wykończeniem pearl są TYLKO w opakowaniu, a wkładów o tym wykończeniu NIGDY NIE BYŁO. Nie chciałam nic mówić, zaskoczyła mnie jej odpowiedź i pomyślałam 'ok, może inglot wprowadził jakieś zmiany'. Ale koniec końców mam dwa cienie, nazwane polskimi odpowiednikami Mac. Kto ciekawy? 

***



Zaczniemy od 407 pearl. Cień często jest porównywany do Mac Expensive Pink. Kupiłam go z myślą o wakacyjnych makijażach, bardzo ładnie komponuje się z opalenizną i dodatkowo podkreśla ją. To mieszanka różu z morelą. Jak sama nazwa wskazuje to cień o wykończeniu perłowym i w 407 znajdziemy shimmer w kolorze złota, który lśni w słońcu.



Kolejnym i zarazem ostatnim nabytym cieniem jest 402 pearl, nazywany odpowiednikiem Satin Taupe. Brąz lekko wpadający we fioletowe tony ze srebnym shimmerem. Klasyk, pasujący każdej z Nas, mnie póki co nie zaczarował ale to kwestia czasu. Ciekawy jako kolor przejściowy w smoky eye, fajnie też wygląda na dolnej linii rzęs.  

SWATCHE, czyli najważniejsze...


Jeśli chodzi o ich pigmentacje to 402 przeważa nad 407, nie mniej jednak cienie ładnie się rozcierają, nie tracą na intensywności. Niestety nie wypowiem się na temat ich trwałości, bo nakładam je na bazę z ArtDeco :).

Do napisania :)

Marta.